Mali podróżnicy

– Tato, długo jeszcze będziemy jechać?

– Mamo, jestem głodny.

– Siusiu mi się chce, czy możemy się zatrzymać?

– Pogramy w coś?

– Czy możemy się powspinać po tych skałach…?

Podróż z dziećmi jest jak podróż bez dzieci, z tą jedną różnicą, że jest z dziećmi. Odkrywcze? 🙂 Zatem nie tylko my, ale i dzieci muszą zjeść, ubrać się, wyspać, przemieścić, a ponadto dobrze bawić i jeżeli zostanie trochę czasu to odwiedzić i poznać jakieś interesujące miejsca. To dla tej ostatniej pozycji na liście wybieramy podróż, zamiast pozostania w domu. Ale każdego dnia naszej podróży z dziećmi, to co jest istotą i priorytetem podróżowania – poznawanie świata – nie jest na pierwszym miejscu.

Dobre przygotowanie

Większość wyzwań w podróży jest proporcjonalna do liczby jej uczestników. Odczuwa się to już na etapie przygotowań. Kiedyś wrzucaliśmy każde do swojego plecaka byle ciuchy, kurtkę, buty, śpiwór i z przytroczoną karimatą byliśmy gotowi na przygody. Czego zapomnieliśmy to albo okazywało się zbędne, albo dokupowaliśmy na miejscu. O jedzenie martwiliśmy się na bieżąco, myliśmy się nieraz w rzece albo w toalecie na stacji benzynowej. Często podróżowaliśmy stopem. Sypialiśmy na plaży, w krzakach albo w miejskich parkach. Różnie kończyło się nasze założone nieplanowanie, oj różnie!

Z trójką dzieci taki scenariusz byłby owszem możliwy, ale bardzo męczący, ryzykowny, nieodpowiedzialny. I przede wszystkim pewnie niewiele byśmy ostatecznie zobaczyli.

Dlatego, odkąd podróżujemy z dziećmi, to starannie się do tych wyjazdów przygotowujemy, więcej planujemy, wynajmujemy samochód i śpimy najczęściej na łóżkach pod dachem. Pozostawiamy nadal wiele miejsca na spontaniczne pomysły, a program w dużej mierze układa nam los, ale staramy się nie pozostawiać losowi zbyt wiele miejsca na nieprzyjemne zaskoczenia.

Przed podróżą przede wszystkim dopilnowujemy ważności 5 paszportów, umawiamy się z wyprzedzeniem na szczepienia, a czasem także na wizytę u dentysty i u pediatry. W ostatnim tygodniu przed wyjazdem  ograniczamy kontakty z innymi dziećmi ze względów zdrowotnych. Spakowani składamy na kupki ubranka na podróż, szykujemy obfity prowiant i staramy się ostatnią noc przed wyjazdem dobrze wyspać. Będziemy potrzebowali dużo energii.

Ekwipunek

W podróż z małymi dziećmi zabieramy z domu niestety-stety duuuużo rzeczy. Czasem się śmiejemy, że to, co zostaje to chyba nie jest nam już wcale potrzebne. Zabieramy kilka większych sprzętów: wózek dziecięcy, foteliki samochodowe, nosidła dla najmłodszego (tak, w liczbie mnogiej, bo przecież różne nosidła mają różne zastosowanie), łóżeczko turystyczne, inhalator… a oprócz tego oczywiście ubranka, kosmetyki, leki…, a dla najmłodszego Mikołaja dodatkowo pieluszki, nawilżane chusteczki, słoiczki z jedzeniem, kaszki, śliniaczki, kubeczki, miseczki, łyżeczki… Łącznie dla nas wszystkich blisko 150 kg bagażu!

Z naszej perspektywy, podróż z dziećmi nie jest przedsięwzięciem dla minimalistów 😉 A w każdym razie my jesteśmy raczej maksymalistami – zabieramy wszystko, co się zmieści i co może się przydać. Do dyspozycji mamy zwykle 5 głównych bagaży po 20-23 kilogramy i 5-10 małych po 5-7 kilo (zależnie od linii lotniczych). Walizki, torby, torebki, plecaki i plecaczki pełne co by nie mówić NIEZBĘDNEGO ekwipunku…

Nie zabieramy natomiast na nasze wyprawy zabawek, gier, tabletów (których wcale nie posiadamy). Na dłuższe przejazdy i wieczory zabieramy jedynie pudełko kredek, czysty zeszyt i jedną grubszą książkę dla dzieci. Brak zabawek zwiększa percepcję dzieci na to, co się dzieje dookoła, na krajobrazy i atrakcje, w których wynajdowaniu dzieci są najlepszymi specjalistami. Patyki, które przemieniają się w miecze, kamienie przemieniające w bomby, stare cegły, które stają się domami. A oprócz tego kałuże, stare deski, zardzewiałe pręty i gwoździe. Wyobraźnia dziecięca nie zna granic i przekracza w podróży  granice znacznie odleglejsze niż te międzypaństwowe ze świata dorosłych.

Przeloty, przejazdy, przebiegi…

Przeloty bywają trudne i męczące. Zmieniamy strefy czasowe, lecimy w godzinach aktywności dzieci, a przez lotniska wędrujemy w porze snu. Nie możemy wysiąść, kiedy dziecko płacze bo jest zmęczone lub bolą je uszy. Kiedy po długim kołysaniu zaśnie na podłodze w samolocie, nieraz włączy się sygnalizacja zapiąć pasy. Podobnie nieraz musimy skorzystać z przewijaka w toalecie, a akurat nie można się ruszyć z fotela.

Pod tymi względami podróż samochodem daje pełną niezależność. Chcąc nieraz sprawnie przemierzyć zaplanowany dystans,  gdy przerwy między posiłkami się wydłużają, dzieci czasem przekąszą na szybko coś niezdrowego i dzielnie znoszą długotrwałe siedzenie samochodzie, byle byśmy mogli dojechać w konkretne miejsce. Coś za coś. Bądźmy realistami 🙂 Chociaż przyznajmy, że dzienne dystanse także planujemy z rozsądnym założeniem i liczbą niezbędnych postojów.

Niekiedy jednak i samochód potrafi spłatać figla… gdy np. utkniemy w korku na autostradzie albo zgaśnie silnik w pustym wielkim nocnym stepie i za nic nie chce się uruchomić…. 😉

Jednak koniec końców samochód to pewnie najpewniejszy dla nas środek transportu i narzędzie dużej swobody.

W podróży

Początek każdego dnia w podróży nie różni się bardzo od zwykłego dnia w domu. Trzeba przygotować ubranka, naszykować śniadania i śniadanka, prowiant, picie… Przed samym wyruszeniem już tylko wypijamy kawę, układamy 150 kilogramów pakunków w bagażniku i zwykle jeszcze przed południem (choć nie zawsze!!!) udaje nam się wyruszyć. W te dni, kiedy pakujemy wszystko do samochodu i przemieszczamy się w nowe miejsce, zwykle nie udaje się zrobić zbyt wiele.

Krótkie postoje w punktach widokowych, przydrożne pikniki, tankowanie… i już musimy szukać miejsca na nocleg – najczęściej na 2-3 noce.

To w te dni, w które nie zmieniamy miejsca pobytu robimy najwięcej. Wędrujemy po parkach narodowych, po górach i kanionach, obserwujemy przyrodę, kąpiemy się w jeziorach, spacerujemy po miastach. Dlatego też zawsze tak planujemy, aby w każdym nowym miejscu pozostać kilka dni.

Rodzinna podróż to intensywne 24 godziny na dobę spędzane razem; to codzienny wysiłek, codzienny obrządek i często niezbyt długi czas poświęcony temu, co jest istotą tej podróży, czyli zwiedzaniu 😉 Zadajemy sobie jednak pytanie, czy faktycznie istotą naszego podróżowania jest poznawanie nowych miejsc…? A może to bycie w drodze się liczy, nie zaś cel, do którego zmierzamy…? Nie tracimy z oczu pięknych celów, ale to droga i bycie razem się liczy. A w każdym razie liczy się nie mniej niż piękne miejsca, do których prowadzi.

Leave a Reply