Życie w biegu, czyli kilka słów o masażu Shantala

By TATA

Rano wstaję niewyspany, śniadanie jem na stojąco (ewentualnie w biegu…). 3-letni Maks i 6-letni Franek, zanim szerzej otworzą klejące się oczy, zjadają po połówce jabłka, łyżkę tranu i ubierają się do wyjścia… czasem w 7 minut – to nasz rekord! Pędzimy do przedszkola – a ja do pracy… Wieczorem tempo jest tylko nieznacznie wolniejsze…

W takim życiu trudno wyobrazić sobie czas, w którym coś dzieje się wolniej… W tym zabieganiu jednak dołącza do nas Mikołaj, który swoim pojawieniem się stawia sprawę jasno – ZWOLNIJ – POTRZEBUJĘ CIĘ! I wtedy doba jakby magicznie się rozciąga. Znajdujemy między innymi czas na półgodzinny masaż niemal każdego dnia (bez patrzenia na zegarek!).

Pół roku temu, gdyby ktoś powiedział mi, że będę w ciszy, spokoju i bez oglądania się na czas masował codziennie dziecko, nie uwierzyłbym. Zwyczajnie nie mamy na to czasu. Mamy go za mało na zabawę z dziećmi, na rozmowę, na przytulanie, na dodatkowe zajęcia, nawet na wspólny posiłek… Mikołaj sprawił, że ten czas się znalazł… dla wszystkich! Dla Maksa i Franka
także.

Masaż Shantala to nasz codzienny rytuał. Pierwsze kroki stawialiśmy z youtube’em, potem odbyliśmy szkolenie z fantastyczną instruktorką Gosią (doulanova.pl) i dziś masujemy Mikołajka kilka razy w tygodniu. Kiedy kładę go wieczorem przed sobą, widzę wyczekujące spojrzenie. Czasem nawet, gdy kładę Mikołaja na kolanach bez zamiaru masowania, dociera do mnie, że On na ten masaż naprawdę czeka.

Klatka piersiowa, rączki, brzuch, nóżki, plecy i twarz… – kolejność jest niezmienna jak w rytuale. Mikołaj najbardziej lubi masaż nóg – zwłaszcza lewej 🙂


Masaż Shantala nie jest masażem leczniczym, ale korzystnie wpływa na jego zaburzone napięcie mięśniowe, jest dla niego przyjemny i co bardzo ważne (last but not least…) zacieśnia więź między nami.

Po wieczornej kąpieli zalegamy wygodnie we dwóch na przeciwko siebie. Krzyżujemy spojrzenia… Masaż trwa około 25-30 minut. W domu używamy oleju kokosowego, na działce oliwy z oliwek, u babci oleju arganowego. Słuchamy muzyki… Spędzamy ten czas sam na sam.

Mikołajek uśmiecha się szeroko, kiedy ściskam jego stópki – być może czeka cierpliwie na tę chwilę przez cały masaż…

W.

PS. Obejrzałem niedawno film o błyskotliwej karierze informatyczki pracującej dla firmy podobnej do Apple. Na rozmowie rekrutacyjnej zapytano ją, czego boi się najbardziej. Odpowiedź brzmiała, że najbardziej boi się niewykorzystanego potencjału (unfulfiiled potential) – wzruszyła mnie ta odpowiedź… Być może i ja podświadomie boję się tego najbardziej…

2 Comments

  • Ale super historia 🙂 może uda mi się zachęcić męża, a jak nie to sama będę masować. Czy polecacie jakieś konkretny filmy / profile na youtube dla zielonych?

    • Dzięki Aniu! Cieszymy się, że nasz wpis Cię zachęcił do Shantali! Ten masaż jest fantastyczny! W Indiach, skąd pochodzi, jest stosowany powszechnie. U nas ta wiedza jeszcze kuleje, a powinien być uczony obowiązkowo na porodówkach 🙂 My na niego trafiliśmy przy okazji fizjoterapii Mikołajka – 3 synka. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale 😉 Nic konkretnego nie możemy polecić na youtube, bo korzystaliśmy z przypadkowych filmików instruktażowych. Ale naprawdę warto spotkać się z kimś, kto poinstruuje i pokaże, jak masować zgodnie ze sztuką Shantali. W Warszawie bardzo polecamy Gosię – 3 spotkania po 1,5h, fantastyczne szkolenie, mądre rozmowy i dużo dobrej energii! I dzielnie masujemy! (Nie tylko tata, żeby nie było! Mama też masuje jak tata wyjeżdża, a jak!)

Leave a Reply